„Czas robi swoje. A ty człowieku?” Lec, Stanisław Jerzy

20 lipca 2010

   Kręci się karuzela. Taka z krzesełkami zaczepionymi na łańcuchach. Taka, którą spotyka się w wesołych miasteczkach. Stoi dumnie wśród kolejek górskich, samochodzików, sal z krzywymi zwierciadłami, gdzie rzeczywistość przybiera równe linie. Diabelski młyn, wata cukrowa, baloniki i maskotki… Sztuczny światek, a jej ogniwa z czasem się przecierają. Obrót za obrotem. Małe, lekkie dzieci, ciężkie dzieci, dorośli trzeźwi i pijani.. Można je reperować, ale ile energii, pracy i czasu właściciel parku wkładać ma w naprawianie pojedynczych oczek? Można zmieniać całe łańcuchy. Z łańcuchami krzesełka, a z krzesełkami użytkowników. Nigdy nie wiadomo, czyje krzesełko się zerwie.. kto wypadnie z obiegu.. dla kogo się zatrzyma.. Czy zatrzymywać rozpędzoną karuzelę, w celu instalacji brakujących miejsc? Zmieniać nadany jej rytm? Czy nie spowoduje to większych nudności, od tych, do których już zdążyli się wszyscy przyzwyczaić? A może zatrzęsie całą? Nie na darmo konstruktorzy przekładają wizję kreślarza na młotki i styki. W efekcie końcowym powstała solidna konstrukcja. Na tyle szczelna, że irracjonalne popędy wandali nie mogły, przez czas pewien, naruszyć żelaznej fasady. Zimna i trwała.. Czy aktem wandalizmu nazywamy próbę samodzielnego doczepiania miejsc „na gapę”? Z punktu projektanta- tak, bo zaburza to systematykę rozkładu. Z punktu użytkownika- nie; dołączył do grupki śmiejących się osób. A co na to nauka? Czy zdrowym, bezpiecznym posunięciem jest zmienianie nowych praw? Burzenie cudzych światów, budowanych na niepewnych, ale utrwalanych, z czasem, fundamentach.. Dni gnają. Jeden za drugim. Z małym zawrotem głowy i nudnościami, charakterystycznymi dla przejażdżki na karuzeli..

Napisz odpowiedź